środa, 8 maja 2013

COŚ...

Olśniło mnie w sobotę w sklepie ze wszystkim,  pełno takich w małych miasteczkach.
Zobaczyłam cuda i cudenka z wikliny, bo ów miasteczko z wikliny słynie. 
Za czasów dawnych, były tu nawet zakłady wikliniarsko - koszykarskie, a dokładnie Spółdzielnia Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Obra”.  Teraz widok po spółdzielni jest smutny, zostały tylko wspomnienia i fachowcy :)

pozostałość po spółdzielni
























Przyznam się, ze miałam okazję uczestniczyć w zajęciach, na których były podstawy plecenia... jednym słowem ciężka robota!

Wracając do soboty, zakupiłam koszyczek na rower i popełniłam to COŚ, bardzo się przy tym męcząc. Chciałam uszyć szybko, rzucając w kąt torby, które mają być gotowe na ArtSferę. Niestety "gdy się człowiek spieszy..." to guzik wychodzi i  mnóstwo prucia i poprawiania było po drodze.

Ale prototyp jest!
Forma jeszcze mocno do dopracowania. Zresztą sam koszyk też zostanie zmieniony, aby był w odbiorze bardziej dzisiejszy i nie taki babciny.
Postawimy raczej na kolory intensywne i proste wzory tkanin.
Wkład do koszyka jest dwustronny. Jedna strona ma kieszonkę na zamek + karabińczyk ( na zdjęciu jest tylko pasek przygotowany do zamocowania karabińczyka), druga ma tradycyjną kieszonkę.
Brakuje jeszcze zapięcia, wiązana. A że naszym założeniem jest prosta forma, więc zapewniam , kokardek nie będzie!





























Ma nadzieję, że zdąże dopracować chociaż dwa kosze by móc zabrać je na targi. 
Przecież najlepsze testy konsuenckie, to bezpośredni kontakt z klientem :D


Pozdrawiam
Banda
Pin It Now!

2 komentarze:

Dziękuję :)